Ich wyczerpująca podróż dobiegła właśnie
końca. Zbierali się do wyjścia, próbując ogarnąć wszystkie bagaże, kiedy pociąg
gwałtownie się zatrzymał. Hermiona wpadła na Draco i razem wylądowali na
podłodze. Dziewczyna momentalnie stanęła na równe nogi i wyciągnęła rękę, by
pomóc wstać ślizgonowi.
-
Przepraszam, Malfoy - zarumieniła się i wraz z bagażami ruszyła w kierunku
drzwi.
Po
chwili zastanowienia chłopak ruszył za nią.
-
Hej, Granger! Nie musisz przepraszać, że na mnie lecisz. Raczej trudno mi się
oprzeć - roześmiał się.
-
Zamknij się, Malfoy! - warknęła.
Wyszli
razem z pociągu i stanęli zdezorientowani na zupełnie pustym peronie. Spojrzeli
na siebie z przerażeniem.
-
I co teraz? - zapytała Hermiona.
-
Nie wiem, chyba musimy czekać...
-
Będziemy tu siedzieć przez całą noc? - zaczęła panikować.
-
Granger, opanuj się. Ktoś po nas przyjdzie - powiedział z pewnością.
-
Taki jesteś pewny?!
Jak
na zawołanie usłyszeli pyknięcie oznaczające teleportację i przed nimi pojawiła
się pół-olbrzymka wraz z kilkoma uczniami w niebieskich mundurkach. Draco spojrzał na nią z triumfem w oczach. Hermiona
zwróciła uwagę na kilka osób, szczególnie na jedną z dziewczyn. Coś w jej
postawie sprawiło, że gryfonka od razu poczuła do niej sympatię. Uśmiechnęła
się do niej nieśmiało, a dziewczyna wyszczerzyła się. Poza tym zobaczyła
jeszcze przystojnego bruneta oraz młodszą siostrę Fleur. Madame Maxime zaczęła
mówić.
-
Witajcie i wybaczcie nam spóźnienie... - zaczęła, ale wtem dziewczyna, którą
zainteresowała się Hermiona wyszła naprzód i ruszyła w ich kierunku.
Jej
włosy były niesamowite. Długie, proste, w przyjemnym, złotym kolorze. Wyglądała wspaniale.
-
Cześć Draco! - rzuciła, machając do blondyna.
Mina
gryfonki momentalnie zrzędła. Czyli nici z sympatycznej koleżanki. Nie było
przecież szans, żeby osoba, która zna Malfoya serio była kimś wartym poznania,
czyż nie? Sam Draco był widocznie zszokowany. Dopiero po chwili zdołał z siebie
wykrzesać zdziwione:
-
Elena?!
Blondwłosa
roześmiała się.
-
Myślałam, że bardziej się ucieszysz na mój widok.
-
Cieszę się, nawet nie wiesz, jak bardzo - uśmiechnął się blondyn, przytulając
dziewczynę na powitanie. Po chwili wskazał na jej głowę. - Co się stało z różem?
-
Znudził mi się, poza tym nie pasował mi do mundurka - powiedziała, okręcając
się wokół własnej osi.
-
Nie miałaś być w Japonii?
-
Może i miałam, ale jak się dowiedziałam, że tu przyjedziesz, to stwierdziłam,
że nie mogę tego przegapić. Może przedstawisz mi swoją koleżankę?
-
To nie jest moja koleżanka - odpowiedział szybko.
-
Draco - skarciła go. - W każdym razie to ona ci towarzyszy, więc...
-
Okej, Elle, to jest Hermiona Granger - po czym odwrócił się do gryfonki i
przewrócił oczami. - Granger, to jest Elena Cas...
-
Draco! - pisnęła. Zwróciła się do Hermiony. - Nazywam się Elena Violet. Ignoruj
go, gdy będzie próbował przedstawić ci moje wszystkie imiona. Moich rodziców poniosła
fantazja, a Draco uwielbia ich używać, żeby zrobić mi na złość.
-
Miło mi cię poznać - uśmiechnęła się nieśmiało.
-
Czuję, że będziemy świetnymi przyjaciółkami - Elena puściła oczko w kierunku blondyna.
-
Merlinie, uchroń nas od tego - mruknął.
Hermiona
w tym czasie skupiła się na dyrektorce francuskiej szkoły.
-
Madame Maxime, mam dla pani wiadomość od profesora Dumledore’a. Chciałam także powiedzieć,
że oboje z Draco jesteśmy zaszczyceni mogąc u was gościć.
-
Och, dziękuję ci, dziecko. Ale pewnie jesteście zmęczeni, powinniście coś zjeść
i odpocząć po tej ciężkiej podróży. No już, zbieramy się. Panienko Violet,
proszę już dać spokój naszym gościom, jeszcze będzie pani miała okazję zamienić
z nimi kilka słów, a teraz czas wracać.
-
Tak jest, madame - dziewczyna ukłoniła się rozbawiona.
-
Eleno - skarciła ją dyrektorka. - Proszę bez wygłupów. Złapcie wszyscy mojej
szaty i przeniosę was do szkoły.
Całą
grupką zawirowali i po chwili wylądowali przed ładnie wyglądającym pałacem.
-
Zaprowadzę ich do gościnnego dormitorium, pani dyrektor - Elle wyrwała się na
chętną.
-
Dobrze - jęknęła zrezygnowana kobieta. - Tylko przed ciszą nocną masz wrócić do
siebie. Sprawdzę to - powiedziała. - Możecie wezwać skrzaty i przyniosą wam coś
do jedzenia. Elena powie wam co i jak. Dobrej nocy.
-
Dziękujemy, Madame Maxime - odpowiedzieli jej chórem.
<><><>
Tej
nocy Neville ze stresu nie mógł spać. Miał nadzieję, że jutro wszystko pójdzie
dobrze. Pierwszy raz zwrócił porządną uwagę na swój wygląd. Najpierw udał się
pod prysznic. Umył także włosy. Wyszorował paznokcie i zęby. Uczesał się.
Postanowił, że następnego dnia ubierze się w wyjściowe szaty i właśnie je
przygotowywał, kiedy w okno dormitorium zapukała sowa. Wpuścił zwierzę do
środka i odebrał liścik, a ptak od razu odleciał, najwidoczniej nie oczekując
odpowiedzi. Rozwinął maleńki pergamin i przeczytał:
Neville,
Bardzo mi przykro, ale niestety
muszę odwołać nasze jutrzejsze spotkanie. Harry mnie potrzebuje. Wierzę, że
nadrobimy to następnym razem.
Luna
-
No tak, to było zbyt piękne, by było prawdziwe - westchnął Longbottom. - Jak
zwykle wszystko kręci się wokół Harry’ego.
<><><>
Hermiona
i Draco zostali już sami i powoli rozpakowywali swoje rzeczy. Od kiedy wyszła
Elena nie zamienili ze sobą ani słowa, choć dziewczyna rzucała koledze
zaciekawione spojrzenia. W końcu ślizgon nie wytrzymał.
-
Czego chcesz, Granger?
-
Co? Nic, zupełnie nic.
-
Wypalasz mi dziurę w plecach, więc po prostu powiedz, o co ci chodzi?!
-
Domyśl się - warknęła.
-
Elena, oczywiście, że chodzi ci o nią. Tylko o co dokładnie?
-
Co was łączy?
-
Elle jest moją kuzynką - powiedział. Po chwili westchnął i kontynuował. - Jej
matką jest siostra mojego ojca. Wypalona z drzewa genealogicznego za małżeństwo
z czarodziejem mugolskiego pochodzenia. Ojciec nie pochwala utrzymywania z nimi
kontaktów, ale matka ich lubi. Z resztą - uśmiechnął się niepewnie - jak nie
lubić Eleny?
-
Więc nawet Malfoyowie mają czarne owce w rodzinie...
-
Możliwe. Ale jak dla mnie Elle mogłaby być trytonem, a i tak bym ją lubił.
-
Wow, to takie nie malfoyowate z twojej strony.
-
Ja, w przeciwieństwie do mojego ojca jestem zdania, że rodziny się nie wybiera.
On woli wykluczyć wszelkie niepasujące ogniwa.
-
Trzeba przyznać, że czasem masz jakieś przebłyski rozsądku...
-
Nie wkurzaj mnie Granger, bo to się odbije tylko i wyłącznie na tobie.
-
Oooo, a co się stało z byciem miłym?
-
Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.
Hermiona
rozdziawiła szeroko buzię, gapiąc się na blondyna.
-
Przy czym oczywiście to ja jestem bogiem, Granger.
-
Od kiedy używasz mugolskich przysłów?!
-
Od kiedy uczęszczam na mugoloznawstwo. Niektóre są bardzo trafne, bywają też
zabawne.
-
Muszę się położyć. To za dużo na jeden dzień.
-
Paskudnych snów, Granger.
-
Wzajemnie, Malfoy.
<><><>
Elena
leżała w łóżku i wpatrywała się z uśmiechem w baldachim. Żałowała, że Madame
Maxime kazała jej tak szybko wrócić do siebie. Teraz i tak nie mogła zasnąć.
Bardzo się cieszyła, że mogła zobaczyć Draco i jego uroczą towarzyszkę. Blondyn
mógł gadać co chciał, ale widziała wyraźnie, że stara się zaimponować brunetce.
Ciekawiło ją bardzo, co tak wyjątkowego jest w tej dziewczynie, że sam Malfoy
ma taką obsesję na jej punkcie. Wiedziała, że prędzej, czy później wyciśnie z
kuzyna, o co właściwie chodzi. W końcu, jak można się oprzeć jej darowi
przekonywania? Każdego umiała sobie okręcić wokół palca, a on nie był
wyjątkiem. Dziewczyna przekręciła się na bok i zamknęła oczy. Musi się wyspać,
skoro ma tak ważną misję do wykonania.
<><><>
Sobota
była ciepła i słoneczna, co świetnie współgrało z wyjściem do Hogsmeade. Ginny
była szczęśliwa, że w końcu mogła porzucić ciepłe kurtki i zacząć nosić lekkie
sukienki i balerinki. Wreszcie mogła być bardziej sobą. Poza tym ten dzień miał
być wyjątkowy, więc wszystko powinno być dopięte na ostatni guzik. Dziś
pierwszy raz wyjdzie z Blaisem. No, przynajmniej pierwszy raz jawnie. Nie mogła
zrozumieć, co się zmieniło, że nie muszą już ukrywać ich związku, ale skoro on
tego chciał, to była gotowa na to przystać. Przecież nic złego się nie stanie.
Uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze i ruszyła na dół, gdzie czekał na
nią czarnoskóry chłopak. Na jej widok uśmiechnął się szeroko i przytulił mocno,
nie zważając na towarzyszących im gapiów.
-
Cześć, lisiczko - szepnął, przy okazji muskając ustami płatek jej ucha, na co
dziewczyna oblała się rumieńcem.
-
Blaise, wszyscy patrzą - mruknęła.
-
I niech patrzą - powiedział wesoło, po czym odwrócił się do obserwatorów i
głośno oraz wyraźnie poinformował ich. - Tak, kochani, jesteśmy parą. Idźcie i
przekażcie wiadomość innym.
-
Blaise! - pisnęła Ginny.
-
No nic mała, czas na nas. Zrobiłem rezerwację.
Ginny
spojrzała na niego i uspokoiła się. Wyglądał na tak szczęśliwego, że nie miała najmniejszych
wątpliwości, że to wszystko jest szczere. Chwyciła jego dłoń, pocałowała go w
policzek i wyszli, zostawiając za sobą chichoczące dziewczyny.
<><><>
Pansy
siedziała w bibliotece skupiona maksymalnie na wymyśleniu planu. Wpatrywała się
tępo w pergamin, na którym na razie widniały tylko dwa słowa: OPANOWAĆ HOGWART.
Ślizgonka doskonale wiedziała, co chce osiągnąć, nie wiedziała tylko, jak...
Wiedziała jedno - potrzebni jej pomocnicy. Zerwała się, przewracając krzesło,
czym naraziła się na wściekłe spojrzenie pani Pince.
-
Och, odwal się, głupia bibliotekaro - mruknęła pod nosem i wybiegła z
biblioteki.
Pędziła
korytarzami, rozglądając się uważnie na boki, aż dotarła do grupy dziewczyn ze
swojego domu. Wypatrzyła wśród nich wysoką brunetkę o grubym warkoczu i
wrzasnęła:
-
Bulstrode, do mnie!
Brunetka
posłusznie do niej podeszła i niepewnie spytała:
-
Tak, Pansy?
-
Jesteś mi potrzebna.
-
Jasne? Co mogę zrobić?
Pansy
spojrzała na nią zdezorientowana i posmutniała.
-
Na razie jeszcze nie wiem - mruknęła. - Czekaj na moje rozkazy.
-
Okej, będę w gotowości - powiedziała zdziwiona Milicenta, odchodząc w stronę
reszty koleżanek.
Pansy
ruszyła na dalsze poszukiwania. Przebiegła przez całą szkołę, przeszukała
wszystkie klasy i pokoje w Slytherinie, lecz nigdzie nie było chłopaka, którego
szukała. Zrezygnowana wyszła na błonia, by zobaczyć, że nad boiskiem Quidditcha
pędzi rozmazana, zielono-srebrna plama. Ruszyła w tamtą stronę. Po chwili
siedziała już na trybunie swojego domu i czekała, aż kolega ją zauważy. Nie
musiała czekać długo, a chłopak podleciał do niej na miotle.
-
Co tu robisz, Pansy?
-
Theo, wszędzie cię szukam...
-
Tak? - chłopak zrobił zdziwioną minę.
-
No tak. Musisz mi pomóc. Ostatnio dzieje się coś złego. Straciłam autorytet i
muszę go za wszelką cenę odzyskać. Ludzie powinni pamiętać, kto rządzi tą
szkołą.
-
I sądzisz, że to twoja rola? Myślę, że Malfoy by się z tobą nie zgodził.
-
Jakbyś nie zauważył, Malfoya tu nie ma. A ja nie mogę pozwolić, żeby traktowali
mnie jak jakieś popychadło... Pomożesz, czy nie?
-
Czy kiedyś ci odmówiłem?
-
Jesteś kochany, Theo. Wymyśl jakiś plan, okej? - uśmiechnęła się w jego
kierunku i ruszyła do zamku.
Chłopak
usiadł na trybunach i wpatrzył się w jej oddalającą się sylwetkę. Od kiedy
odeszła wyraźnie posmutniał.
-
Oj, Pansy... Kiedy ty w końcu zauważysz? - westchnął, po czym poderwał się do
lotu.
<><><>
Hermiona
stała pod ciepłym strumieniem wody i próbowała się uspokoić przed pierwszym
dniem w innej szkole. Jednak wrzask dobiegający spod drzwi skutecznie jej to
uniemożliwiał.
-
Granger, do jasnej cholery! Nie jesteś sama! Za dziesięć minut przyjdzie tu
Elena, żeby zaprowadzić nas na śniadanie! Ja też chcę wziąć prysznic!
-
Nie gorączkuj się tak, Malfoy - odkrzyknęła mu, ale zaczęła wychodzić.
Kiedy
otworzyła drzwi blondyn praktycznie wbiegł do łazienki, po drodze zahaczając ją
barkiem.
-
Nie, no, już bez przesady - mruknęła gryfonka.
Wysuszyła
włosy za pomocą zaklęcia i ubrała sukienkę. Kiedy była już gotowa usłyszała
głośne pukanie do drzwi. Pobiegła je otworzyć, a w nich oczywiście stała Elena.
-
To jak? Gotowi?
-
Yyy... Malfoy jeszcze jest pod prysznicem.
-
Draco, pospiesz się! - wrzasnęła. - Jak ci się spało, Hermiono?
-
W porządku...
-
Ciekawi mnie coś, ale nie wiem, czy mogę zapytać... - westchnęła Elle.
-
Och, pytaj, postaram się odpowiedzieć - uśmiechnęła się.
-
Dlaczego mówicie do siebie po nazwisku?
-
Oj... Jakby to powiedzieć... Nie za
bardzo się lubimy. Pochodzę z mugolskiej rodziny.
-
Czyli to wina Draco.
-
Co znowu jest moją winą? - mruknął blondyn wchodząc do pokoju w samym
szlafroku. Wycierał włosy, a po jego odkrytej klacie spływały strumyczki wody.
Hermiona patrzyła na to szeroko otwartymi oczami, lecz gdy tylko zrozumiała co
robi odwróciła się szybko w stronę Eleny, z wyjątkowo naburmuszoną miną.
-
Draco, śniadanie się już zaczęło...
-
Dobra, już idę. To wszystko przez Granger, bo zajęła łazienkę.
-
Nie ważne czyja wina, ważne, że się spóźniamy. Ruchy!
Malfoy
ubrał się w mgnieniu oka i z jeszcze mokrymi włosami ruszył za dziewczynami.
Hermiona odwróciła się w jego stronę i spojrzała w kierunku jego głowy.
-
Wiesz, że na to jest zaklęcie?
-
Wiem - warknął. - A wiesz, że ono niszczy włosy?
-
Nie wydaje mi się.
-
Przekonasz się, gdy zostaniesz łysa.
-
Przestańcie - uciszyła ich. - Wchodzimy do Sali Jadalnej. Zachowujcie się.
Dziewczyna
otworzyła wielkie drzwi i wkroczyła pewnym krokiem do środka.
-
Coi! - krzyknęła, a wszyscy uczniowie uciszyli się i spojrzeli w ich kierunku.
- Słuchajcie wszyscy, to są Hermiona Granger i Draco Malfoy, nasi goście z
Hogwartu. Będą u nas przez miesiąc i oczekuję, że będziecie umieli dobrze
się zachować w stosunku do nich. Dziś impreza powitalna w dormitorium
gościnnym. Wszyscy chętni będą mile widziani. Dziękuję za uwagę, smacznego.
Draco
spojrzał na kuzynkę zszokowany.
-
Jesteś tu jakimś przywódcą? I gdzie w ogóle są nauczyciele?
-
Jestem przewodniczącą szkoły. Nauczyciele jadają osobno. A teraz zapraszam was
do mojego własnego stołu, chyba, że wolicie siedzieć gdzieś indziej?
Spojrzała
na ich zdziwione miny i uśmiechnęła się.
-
Nie? No to do jedzenia.
<><><>
Gabrielle
od wczoraj myślała tylko o jednym. Kiedy zobaczyła ich na peronie i pogodziła
się z myślą, że to nie Harry Potter został przysłany do nich na wymianę
nie potrafiła się skupić na niczym innym. Draco Malfoy był idealną partią. Kto
wie, czy nie lepszą od samego Złotego Chłopca. Mogłaby owinąć go sobie wokół
palca, gdyby nie ta wstrętna Violet. Jak zwykle musiała skupić całą uwagę wokół
siebie, a to ona - Gabrielle Delacour powinna być w tej szkole najważniejsza.
Jako najmłodsza z rodziny nie miała jeszcze szansy niczym się wyróżnić. Nigdy
nie była najlepszą uczennicą, nie miała też żadnych wybitnych talentów. Była
nikim, bo nawet na przewodniczącą szkoły jej nie wybrali. Fleur była od niej
lepsza w każdej kategorii. I tak mogłoby pozostać już na zawsze, gdyby nie
fakt, że Gabrielle właśnie postanowiła wyjść za czarodzieja o lepszej pozycji
niż William Weasley. Dokładnie tak. Ona wybije się ponad to. Wystarczy tylko
poderwać blondyna, a to zadanie bardziej niż proste. Spojrzała na chłopaka
siedzącego przy stoliku Eleny i uśmiechnęła się pod nosem. Poprawiła włosy i
postanowiła zacząć działanie. Podeszła do gości i wymusiła wesoły uśmiech.
-
Cześć.
-
Hej, Gabrielle - westchnęła przewodnicząca. - Chcesz czegoś?
-
Przywitać się z gośćmi, jeśli można.
Elena
machnęła ręką, dając znać, że wszystko jej jedno. Głęboko w sobie blondynka
właśnie obrzucała ją klątwami, ale na zewnątrz jedynie uśmiechnęła się szerzej. Zwróciła się do Hermiony.
-
Nie jestem pewni, czi mi pamięta, ale my miały już okazi się poznać.
-
Oczywiście, że tak, Gabrielle. Twoja siostra spotyka się z Billem.
-
Dokładni - westchnęła. Odwróciła się w kierunku blondyna. - Mi z kolei chiba
nie mieliśmi okazji poznać. Nazywam Gabrielle Delacour - wyciągnęła dłoń w
stronę szlachcica, a ten po chwili wahania postanowił tę dłoń uścisnąć.
-
Draco Malfoy. Twoja siostra startowała w Turnieju Trójmagicznym, prawda?
-
Tak.
-
Raczej nie poszło jej zbyt dobrze - zaśmiał się szyderczo, a Hermiona kopnęła
go pod stołem.
Obrócił
się oburzony w jej stronę i gromiąc ją wzrokiem odczytał z ruchu jej warg dwa
słowa - „Zachowuj się”. Wściekły odwrócił się w stronę Gabrielle i powiedział
chłodno.
-
Przepraszam najmocniej za moje zachowanie. Nie powinienem być tak
nieprecyzyjny. Chyba poszło jej najgorzej?
Ćwierć-wila
przez chwilę stała oniemiała, po czym prychnęła i z całej siły przyłożyła mu z
otwartej dłoni. Następnie odwróciła się na pięcie i wybiegła z sali. Draco
oniemiały wrócił do śniadania.
-
Należało ci się - mruknęły jego towarzyszki w tym samym momencie i zaczęły się
śmiać.
-
Zajebiście - warknął Ślizgon. - Nie mamy czasem jakichś lekcji?!
-
Ach, tak, prawie bym zapomniała! - pisnęła Elena przeszukując swoją torbę. -
Oto wasze plany lekcji. Nie wszystkie zajęcia macie razem ze mną, ale dzisiaj
będę was odprowadzać do sal, żebyście się nie zgubili.
-
Granger, pokaż swój plan. Masz to samo co ja?
Brązowowłosa
nachyliła się nad siedzącym nadal Malfoyem i zaczęła porównywać.
-
Wszystko mamy razem - westchnęła niepocieszona.
-
Tak i będziecie siedzieć razem. Madame Maxime uznała, że tak będzie najlepiej.
-
Podwójnie zajebiście - mruknął chłopak.
-
Wyobraź sobie, że też nie mogę się doczekać - sarknęła dziewczyna.
-
Dajcie spokój, nie będzie tak źle - wtrąciła Elle wesoło, za co oboje zgromili
ją wzrokiem.